Start

Blog

Maribor eliminuje Celtic

Sprawiedliwości stało się zadość. NK Maribor sklepał na wyjeździe Celtic i dzięki temu to słoweński klub awansował do fazy grupowej piłkarskiej Ligii Mistrzów.

W normalnych okolicznościach pewnie ta informacja zbytnio by mnie nie obeszła, ale po słynnej decyzji przy zielonym stoliku, gdy UEFA przepchnęła Szkotów do kolejnej fazy eliminacji, ich blamaż niezmiernie mnie cieszy. Zwyciężył bowiem futbol, a nie jakieś biurokratyczne decyzje. Celtikowi życzę natomiast, aby w fazie grupowej Ligii Europejskiej trafił na Legię...

Michał Szczuchniak / brazylia2014.com.pl

UEFA zgwałciła Legię

UEFA wywaliła Legię z decydującej 4 rundy eliminacyjnej do Ligii Mistrzów. Powodem dyskwalifikacji dopuszczenie do gry nieuprawnionego zawodnika. Chodzi konkretnie o Bartosza Bereszyńskiego, który wszedł na murawę w Edynburgu na ostatnie 3 minuty...

Przez ostatnie kilkanaście lat śledziłem nieudolne próby piłkarskiego Mistrza Polski w walce o awans do elitarnej Champions League. Widziałem kompromitacje z Levadią Tallin, widziałem starcia z gigantami tj. Real czy Barca, widziałem też porażki z zespołami znajdującymi się w naszym zasięgu Panathinaikos, Steaua, Anderlecht. Po każdej z tych przegranych zawód był bolesny mimo wszelakich sympatii oraz antypatii klubowych. Celem jest bowiem dobro ogółu. W tym roku zostaliśmy odstrzeleni w inny sposób sposób. Przy zielonym stoliku. Legia Warszawa została zdyskwalifikowana za wpuszczenie Bartosza Bereszyńskiego na murawę w Edynburgu. Obrońca powinien pauzować za czerwoną kartkę w meczu z Apollonem Limassol trzy mecze pucharowe. Kierownictwo Legii nie zgłosiło jednak piłkarza do gry w drugiej rundzie kwalifikacji LM, dlatego jego kara obowiązywała jeszcze na boje z Celtikiem.

W 2010 roku podobnego niedopatrzenia dopuścił się węgierski Debreczyn, który ostatecznie został ukarany 15 tys euro grzywny, ale mógł grać dalej. Dla Legii litości jednak nie było. Warszawski klub został ukarany walkowerem za drugi mecz i tym samym odpadł z rywalizacji o Ligę Mistrzów. To co zrobiła UEFA jest chore. Brzydzę się takim futbolem. Ustawianie awansów przy stoliku mnie nie bawi. Z takiego futbolowego świata ja wysiadam. Myślę, że nie tylko mi rzygać się chce jak pomyślę sobie o tym jak bezwzględnie potraktowała Mistrz Polski UEFA.

Nie sposób jednak nie zwrócić uwagi na burdel jaki musi panować w samej Legii, jeżeli dochodzi do tak absurdalnych sytuacji. Zastanawia mnie również o czym myślał sam Bereszyński. Stawiając się na jego miejscu to ja bym wiedział, że jeszcze grać nie powinienem. Chłopak chyba został poinformowany, że do drugiej rundy nie został zgłoszony. W takiej sytuacji łatwo sobie te trzy mecze kary policzyć. Ktoś powie: to nie jego zadanie. Oczywiście, ale dla mnie sam piłkarz powinien być tutaj ostatnią instancją i mógł uchronić swój klub przed takim wielbłądem.

Stuknęła nam więc 19, czyli 19 lat bez Ligii Mistrzów. Ja nawet nie pamiętam występów naszej ostatniej drużyny w tych rozgrywkach. Jestem więc kibicem naznaczonym pasmem kilkunastu lat porażek. Tegoroczne niepowodzenie boli tym bardziej, że zostało ustawione w biurze w UEFA, a nie na murawie. Teraz nie możemy nawet sobie tłumaczyć, że byliśmy zbyt ciency, bo tego ostatecznie nie wiemy i już się nie dowiemy. Serce zaboli mnie jeszcze gdy zobaczę jak np. taki Slovan Bratyslava zawita do tej Ligii Mistrzów i wtedy pojawi się to gnębiące mnie od lat pytanie: takie cieniasy grają w tej LM, a my czekamy już 19 lat na awans...

Michał Szczuchniak / brazylia2014.com.pl

Pomundialowa depresja

Mistrzostwa Świata w Brazylii przeszły do historii. Dla wielu kibiców tak nagłe odstawienie futbolowych emocji może być bolesnym przeżyciem. W najbliższych tygodniach będziemy musieli zadowolić się substytutem prawdziwego futbolu, czyli naszą ekstraklasą, która rusza już w piątek...

Marketingowcy w Warszawie dobrze pokombinowali, układając inaugurację naszej ligi na 5 dni po zakończeniu mundialu w Brazylii. Bardziej zdesperowani kibice połkną haczyk i zasiądą przed telewizorami, po to aby znowu zobaczyć rywalizację na zielonej murawie. Niestety to co tam obejrzą może być dla nich ciężkie do przetrawienia w szczególności po tym, co w Kraju Kawy zaprezentowały nam najlepsze reprezentacje. To był najbardziej bramkostrzelny mundial w historii. Czempionat w Brazylii miano to dzieli z francuskim mundialem z 1998 roku. W obu tych turniejach kibice obejrzeli 171 bramek. Pospiesznie dodać trzeba, pięknych bramek. 32 dni z obfitowały w wielkie emocje, mimo tego, że nasza kadra do Ameryki Południowej nie awansowała.

Niestety wszystko co dobre, szybko się kończy. Te Mistrzostwa zleciały jak z bicza strzelił i teraz musimy powolutku wracać do swojej szarej futbolowej rzeczywistości. Piłkarski świat powoli o nas zapomina i to jest na pewno smutne i przygnębiające. Porównajmy, tak dla wewnętrznego dobicia w jakim miejscu jest teraz nasz ostatni mundialowy rywal, czyli Kostaryka. U nas ciągle trwa degrengolada. W tym roku, wielka piłka zawita do nas 11 października, gdy na Stadionie Narodowym w Warszawie nasza reprezentacja zmierzy się z drużyną Mistrzów Świata. Mecz ten odbędzie się w ramach kwalifikacji do Euro 2016, może to być dla nas kolejne bolesne doświadczenie...

Jeżeli jesteśmy już przy kwalifikacjach to napomnę, że dokładnie za dwa dni klubowy Mistrz Polski Legia Warszawa zagra w kwalifikacjach do kwalifikacji Ligii Mistrzów z mistrzem Irlandii St. Patrick’s Athletic Football Club. Mecz odbędzie się w środę, pokaże go TVP, czyli zachowamy mundialowy rytm z dwoma dniami przerwy. Będzie to coś w sam raz dla futbolowych desperatów, takich jak ja. Tak proszę Państwa to jest nasze miejsce - peryferia poważnego futbolu.

Na koniec kilka słów podsumowujących naszą działalność. Dziękujemy za wszystkie wizyty na naszej stronie, te regularne oraz te przypadkowe. Przepraszamy za błędy. Dziękujemy za współpracę firmie Adidas oraz magazynowi FourFourTwo Polska. Oba te podmioty swoimi oryginalnym materiałami wzbogacały treść merytoryczną tego portalu. Co dalej będzie z nami? No cóż przez kilka najbliższych miesięcy strona będzie umierać śmiercią naturalną. Zapomnicie o nas wy, zapomną o nas nasi znajomi, a na samym końcu sami o sobie zapomnimy. Prowadzenie tego typu przedsięwzięcia odgórnie skazane jest na sezonowość. W mailach (konkretnie dwóch) dostaliśmy zapytanie czy mamy zamiar przenieść portal pod inny adres i w ten sposób kontynuować swoją "pracę". Otóż, kontynuacji najprawdopodobniej nie będzie. Czas w końcu wyrosnąć z krótkich spodenek, czyli skończyć studia i zająć się zajęciem poważniejszym. Raczej się więc już nigdzie nie "spotkamy". Będziemy na rynku do końca bieżącego roku, do tego czasu już w mniejszej częstotliwości będziemy komentowali to co dzieje się na naszym piłkarskim poletku. Także możecie jeszcze do nas od czasu do czasu wpaść. Tyle słów "ewangelii" na dzisiaj, dziękujemy jeszcze raz wszystkim gościom naszej witryny. To były fantastyczne Mistrzostwa!

Ze sportowym pozdrowieniem Puszcza oczko

Michał Szczuchniak / brazylia2014.com.pl

Czwarty tytuł dla reprezentacji Niemiec!

Po raz czwarty w historii reprezentacja Niemiec zdobyła Mistrzostwo Świata. W finale rozegranym na Maracanie podopieczni Joachima Loewa po dogrywce pokonali Argentynę 1:0. Bramkę dającą zwycięstwo strzelił super rezerwowy Mario Goetze.

Wszystko mogło potoczyć się jednak zupełnie inaczej. W 20 minucie Toni Kroos popełnił fatalny błąd i wycofał piłkę głową we własne pole karne. Do futbolówki dopadł Gonzalo Higuain, który znalazł się w sytuacji sam na sam z Manuelem Neuerem. Napastnik Napoli nie wcelował jednak w światło bramki. Ta sytuacja w ostatecznym rozrachunku, może zostać uznana za decydującą akcję tego finału. Gdyby Higuain trafił triumfu Niemiec najprawdopodobniej by nie było. Argentyna bowiem rozgrywała swój najlepszy mecz na tym mundialu. Niemcy mieli dłużej piłkę, ale z tego posiadania niewiele wynikało. Natomiast kolejne kontry wyprowadzane przez zawodników Sabelli pachniały golami. Higuain w drugiej dogodnej sytuacji trafił nawet do sieci, ale nie przypilnował linii spalonego. Arbiter boczny uniósł więc chorągiewkę. W 32 minucie boisko musiał opuścić Christoph Kramer, który chwilę wczęśniej został zdemolowany przez Garaya. W jego miejsce Loew wpuścił Andre Schuerrle. Jak się okazało było to świetne posunięcie. Już w swojej pierwszej akcji zawodnik Chelsea mógł pokonać Sergio Romero. Jego strzał bramkarz Monaco zdołał jednak sparować. Niemcy odpowiedzieli główką w słupek Hoewedesa. W końcu zaczynał nam się robić mecz.

W drugiej części spotkania gra wyglądała identycznie jak podczas pierwszych 45 minut. Niemcy dłużej posiadali piłkę, ale to Argentyna była groźniejsza w ofensywie. Dogodnej sytuacji nie wykorzystał Messi, który stanął oko w oko z Neuerem. Z biegiem czasu w oczach gasł nam Higuain. Sabella zareagował i zastąpił go w 78 minucie Rodrigo Palacio. Podopieczni Jogiego Loewa zaczęli powoli przejmować kontrolę nad tym meczem. Efektem ich lepszej gry były sytuacje Mesuta Oezila, Miroslava Klose i Toniego Kroosa. Żaden z nich nie potrafił jednak pokonać Romero. W regulaminowym czasie gry nikt do bramki rywala trafić nie zdołał, dlatego trzeba było grać dogrywkę.

W 96 minucie kolejną kapitalną okazję zmarnowali Albicelestes, a konkretnie Palacio. Zawodnik Interu Mediolan wyszedł na czystą pozycję z Neuerem, ale jego lobik nad bramkarzem Bayernu Monachium okazał się, a jakże niecelny. Nie można marnować takich sytuacji w finale Mistrzostw Świata. Zwłaszcza jeżeli rywalizują ze sobą tak wyrównane drużyny. Ta nieskuteczność musiała się w końcu na zespole z Ameryki Południowej zemścić. W 113 minucie lewa flanką przedarł się Schuerrle. Zawodnik Chelsea wypatrzył w polu karnym rywali niepilnowanego Goezego, obsłużył go precyzyjnym dośrodkowaniem. Mario przyjął piłkę na klatę, odwrócił się w kierunku bramki Argentyny i załadował z pierwszej piły po długim rogu. Futbolówka zatrzepotała w siatce, a młody zawodnik Bayernu utonął w objęciach kolegów z zespołu. Jeszcze w przerwie przed dogrywką Joachim Loew podszedł do Goezego i wymownie złapał go za mordę, jakby namaszczając go wykonania historycznego zadania.

Argentyna ruszyła do natarcia. Czasu było już jednak mało, sił również brakowało. Wrzutki na tak zwaną pałę kasowali defensorzy Niemiec. W ostatnich sekundach z wolnego szczęścia szukał jeszcze Leo Messi. Jego strzał ze znacznej odległości postraszył tylko gołębie. Nie tak gwiazdor Barcelony wyobrażał sobie ten wieczór. Nasi sąsiedzi zdobyli swój czwarty Mistrzowski tytuł. Jako pierwsi Europejczycy w historii triumfowali na terenie Ameryki Południowej, czyli na kontynencie dotychczas wybitnie nieleżącym reprezentacjom ze Starego Kontynentu. 24 lata nasi zachodni sąsiedzi czekali na powrót Pucharu Świata do swojego kraju. Od 18 lat nie potrafili tryumfować na imprezie rangi Mistrzowskiej. Po drodze przegrali dwa finały, w 2002 na mundialu w Korei i Japonii i w 2008 roku na Mistrzostwach Europy. Ich cierpliwość w końcu została nagrodzona. Analizując na chłodno całe brazylijskie Mistrzostwa wydaje się, że tytuł trafił we właściwe ręce.

Po meczu finałowym rozdano oprócz medali nagrody indywidualne. Najbardziej wartościowym graczem całego mundialu został, chyba trochę na pocieszenie Leo Messi, złotą rękawicę zdobył oczywiście Manuel Neuer. Królem strzelców został zdobywca 6 bramek James Rodriguez z Kolumbii. Przed finałem odbyła się ceremonia zamykająca te wspaniałe brazylijskie Mistrzostwa Świata. Na scenie wystąpili tancerze, muzycy oraz rożnej maści artyści, wśród których prym wiodła Shakira. Chcemy tego czy nie, XX Mistrzostwa Świata przeszły do historii. Za 4 lata piłkarska karawana wyląduje w Rosji.

Niemcy – Argentyna 1:0 po dogr. (0:0)

Bramka: Mario Goetze (113).

Żółte kartki: Bastian Schweinsteiger, Benedikt Hoewedes – Javier Mascherano, Sergio Aguero.

Sędziował: Nicola Rizzoli (Włochy).

Widzów: 74 738.

Niemcy: Manuel Neuer – Philipp Lahm, Jerome Boateng, Mats Hummels, Benedikt Hoewedes – Christoph Kramer (32. Andre Schuerrle), Bastian Schweinsteiger – Thomas Mueller, Toni Kroos, Mesut Oezil (120. Per Mertesacker) – Miroslav Klose (88. Mario Goetze).

Argentyna: Sergio Romero – Pablo Zabaleta, Martin Demichelis, Ezequiel Garay, Marcos Rojo – Enzo Perez (87. Fernando Gago), Javier Mascherano, Lucas Biglia, Ezequiel Lavezzi (46. Sergio Aguero) – Lionel Messi, Gonzalo Higuain (78. Rodrigo Palacio)

Michał Szczuchniak / brazylia2014.com.pl

Więcej artykułów…

  1. Miasta gospodarze MŚ 2014